Sobotę rozpoczynam lekkim kacem i nowym rozdziałem. Mam nadzieję, że Wasze wątpliwości co do Marcina i Aleny, o których informowaliście mnie w komentarzach, się rozwieją. Jeżeli chcecie być informowani o nowościach, wpisujcie się proszę w Księdze Gości, żebym miała wszystko zebrane w jednym miejscu i nie musiała skakać między komentarzami. Miłej lektury życzę i zapraszam do komentowania :)
PS. Być może dla wielu z Was wszystko faktycznie dzieje się zbyt szybko, ale zapewniam, że tak ma być, bo opowiadanie nie będzie długie i nie chcę go przeciągać w nieskończoność. Poza tym akcja dopiero się rozkręci, więc to, co teraz opisuję, to zaledwie przedsmak prawdziwej akcji.
EDIT: Zapraszam na nowo otwarte opowiadanie na podstawie legendy o papieżycy Joannie: Klik!
* * *
Jego Wysokość książę legnicko-brzeski był człowiekiem postawnym i budzącym szacunek. Miał bystre, głęboko osadzone oczy, poruszał się zwinnie i szybko mimo swojej tuszy. Przybył do tawerny w otoczeniu najwierniejszych rycerzy i przyjaciół. Został przyjęty jak na prawdziwego księcia przystało – właściciel wydał wspaniałą ucztę, a książę zaprosił Marcina i Alenę do stołu.
Dziewczyna była onieśmielona. Nigdy nie miała okazji zetknąć się z kimś pokroju Ludwika; nie znała też dworskiej etykiety ani sposobów ucztowania. Marcin podtrzymywał ją na duchu mówiąc, że wszystkiego zdąży się nauczyć i jej urok przyćmi ewentualny brak zachowania.
Gdy Ludwik przekroczył próg tawerny, wszyscy zebrani oddali mu głęboki, pełen szacunku pokłon.
Książę od razu poznał Marcina. Podszedł do niego i uściskał przyjaźnie.
- Nie widzieliśmy się całe wieki, przyjacielu. Mam nadzieję, że jesteś w dobrym zdrowiu.
Marcin uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję, Wasza Wysokość, tak. Chociaż ostatnie dni nie były moimi najlepszymi, mam nadzieję, że przyszłe przyniosą same zwycięstwa.
- Cóż się stało, skoro tak narzekasz?
Marcin szczegółowo opowiedział swoją przygodę. Przedstawił też Alenę i dzieci.
- Wasza Wysokość, to dla mnie ogromny zaszczyt... - wydukała dziewczyna, kłaniając się nisko i całując książęcy pierścień. - Nie śmiem nawet...
Ludwik ujął jej twarz w dłoń i spojrzał jej w oczy.
- Spokojnie, moja piękna. Jestem przyjacielem Marcina, a więc i twoim. Mówże zatem, jak się spotkaliście i skąd przybywasz. - Wskazał jej miejsce obok siebie przy suto zastawionym stole.
Alena usiadła. Omiotła wzrokiem potrawy i dopiero wtedy poczuła, jak bardzo była głodna. Ileż pyszności! Nigdy nie widziała takich smakołyków.
- Przybywam z Pragi – powiedziała powoli, uważając na każde wypowiadane słowo. - Moi rodzice nie żyją, a ja wraz z synem i rodzeństwem musiałam uciekać z miasta w obawie przed powstaniem. Marcina spotkałam przypadkiem, w lesie. Od tego czasu podróżujemy razem. To wspaniały człowiek.
Ludwik uśmiechnął się.
- Zaiste, masz rację, młoda damo. Gdzie jest jednak twój mąż? Któryż to mężczyzna zostawił tak piękną kobietę całkowicie samą?
Alena poczuła, jak jej policzki purpurowieją.
- Nie mam męża, panie. Mój syn... - Przerwała, wbijając wzrok w podłogę.
Książę był człowiekiem inteligentnym, zrozumiał, co Alena chciała powiedzieć, nie pytał więc o więcej. Zmienił temat i podał jej kielich z winem.
- Co zamierzasz zatem zrobić?
- Chciałabym, aby Marcin zabrał mnie do swojej ojczyzny, na Litwę. Mam nadzieję, że ja i moja rodzina będziemy tam bezpieczni.
Ludwik zamyślił się na chwilę.
- Mam dla ciebie inną propozycję. Jesteś niezwykle piękną i rezolutną kobietą. Powiedz, ile masz lat?
- Siedemnaście, panie.
- I w dodatku jaka młoda! Otóż, chciałbym, abyś poślubiła jednego z moich wasali, Ruprechta. Jest to człowiek uczciwy i dobry, na pewno będzie ci wspaniałym mężem.
Alena zamarła. Spojrzała z przerażeniem na Marcina, którego kielich zatrzymał się w połowie drogi do ust.
- Wasza Wysokość, ja...
Książę machnął ręką i upił spory łyk trunku.
- Jeżeli martwisz się o dzieci, zapewniam cię, że nic im nie grozi. Ruprecht nie doczekał się potomka, więc z całą pewnością wychowa twojego syna jak swego.
Dziewczyna była kompletnie zbita z tropu. Wiedziała, że przyjęcie propozycji księcia byłoby idealnym rozwiązaniem; niepewny los wyprawy na Litwę wisiał nad nią jak chmura burzowa. Poza tym nie wiedziała o Marcinie prawie nic – może miał rodzinę? Nie opowiadał jej nigdy o tym, lecz nie wykluczała, że tak mogło być. Małżeństwo z wasalem księcia zapewniłoby godną przyszłość jej i dzieciom; Alena nie miała czasu na to, by myśleć o sobie. Wszystko, co robiła, to z myślą o rodzinie.
- Proszę mi powiedzieć, panie, czy pan Ruprecht jest młody? - wyrwało jej się.
Oczy Marcina wyraźnie posmutniały.
Ludwik pogłaskał się po dużym brzuchu.
- Tak, ma niecałe trzydzieści lat i jest wdowcem. Jego żona zmarła kilka lat temu w połogu. Niestety dziecię podzieliło jej los.
- Przykro mi – bąknęła Alena.
- Nie przejmuj się, moje dziecko – powiedział książę pocieszająco. - Ruprecht na pewno będzie zachwycony, gdy przekażę mu radosną nowinę. Teraz nie ma go z nami, ale już jutro dołączymy do niego w Legnicy. Poznasz swego przyszłego męża i ojca twego syna.
Alena pokiwała posłusznie głową, choć serce miała rozdarte na pół.
Marcin bez słowa wszedł do izby. Popatrzył na Alenę i usiadł na skraju siennika.
- Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem, chcesz mnie zostawić? - wyszeptał. - Nie pamiętasz już, co mówiłaś mi w nocy?
Alena przełknęła łzy. Z pokoju dzieci nie dochodziły żadne dźwięki, domyślała się więc, że wszystkie już zasnęły.
- Zrozum, walczę tylko o przyszłość dla dzieci...Jestem biedna, nie mam nic i nie wiem, co czeka mnie na Litwie. Jeżeli zostanę w Legnicy, będę miała przynajmniej czym nakarmić rodzeństwo - powiedziała płaczliwie.
Marcin zerwał się jak oparzony.
- Wybór należy do ciebie. Skoro pragniesz tego, aby zostać żoną Ruprechta, niech tak będzie. Nie mam prawa cię zatrzymywać. Książę da mi ekwipunek i wrócę na Litwę, a ty zamieszkasz w Legnicy razem ze swym mężem i dziećmi. Życzę ci wszystkiego najlepszego – To mówiąc, obrócił się na pięcie i wyszedł.
Alena poczuła gorące łzy płynące jej po policzkach. Chciała pobiec za nim, zatrzymać go i powiedzieć mu, jak bardzo go kocha, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Jak zamurowana tkwiła w miejscu patrząc, jak cień Marcina znika pod drzwiami.
Po chwili wstała i weszła do pokoju dzieci. Henryk leniwie otworzył oczy i popatrzył na siostrę ze zdumieniem.
- Śpij, kochany. Jutro wyjeżdżamy. Książę obiecał nam nowy dom. Będziecie mieli swój pokój i mnóstwo zabawek – powiedziała łamiącym się głosem. - Będziemy szczęśliwą rodziną.
Henryk uśmiechnął się mgliście i ujął dłoń Aleny.
- I nie będziemy już musieli uciekać? - zapytał.
- Nie, malutki. Wyrośniesz na mężnego i przystojnego rycerza – Położyła się obok i przytuliła Henryka do serca. - Obiecuję ci to.
Legnica przywitała ich ciepłym, sierpniowym słońcem. Dzieci z ciekawością rozglądały się dookoła, co chwilę pokazując coś palcem. Alena, blada i wyczerpana, niosła na rękach Andrzeja, który raz po raz wykrzykiwał coś w eter, klaszcząc radośnie w dłonie.
Ruprecht, człowiek wysoki i szczupły, przywitał ich w swej miejskiej posiadłości niedaleko rynku. Miał piwne, przenikliwe oczy i ciemne włosy sięgające ramion. Gdy ujrzał książęcy orszak z Ludwikiem na czele, wyszedł mu naprzeciw, rozkładając ręce.
- Wasza Wysokość, to dla mnie wielki zaszczyt, móc cię dziś gościć. Zechciej spocząć z nami do wieczerzy, za chwilę zostanie podana.
Ludwik zsiadł z konia i uścisnął mężczyznę serdecznie.
- Dziękuję za zaproszenie, lecz pozwól najpierw, że kogoś ci przedstawię – To mówiąc, skinął głową, a zza kilku rycerzy wyłoniła się drobna, przestraszona postać.
- To jest Alena Vrabec , przyjacielu. Zostanie twoją żoną.
Ruprecht zaniemówił. Popatrzył na dziewczynę trzymającą na rękach dziecko i lekko skinął głową.
- Witam, pani – powiedział po polsku. Dziewczyna mrugnęła szybko.
- Alena jest Czeszką. Nie mówi po polsku, ale mam nadzieję, że z czasem się nauczy.
Niewielka kaplica przy majątku Ruprechta przystrojona była polnymi kwiatami i zwisającymi kawałkami materiału. W centralnym miejscu, tuż obok ołtarza, znajdował się herb piastowski i herb Legnicy. Alena, ubrana w białą, skromną suknię, przystrojoną jedynie małą gałązką łubinu, stała przed ołtarzem, kompletnie oszołomiona. Jeszcze kilka tygodni temu błąkała się po lesie z gromadką dzieci, teraz zaś miała zostać żoną jednego z bogatszych ludzi na Śląsku.
Jej przyszły mąż pojawił się chwilę później. Wyglądał niezwykle dostojnie w dobrze skrojonej, ciemnozielonej szacie. Na jego szyi znajdował się wisior z herbem rodowym. Niespiesznie podszedł do Aleny i delikatnie ujął jej dłoń w swoją. Dziewczyna zauważyła, że miał aksamitną, miłą w dotyku skórę.
Nabożeństwo nie trwało długo. Ze ściśniętym gardłem powtarzała za księdzem łacińskie słowa, kompletnie ich nie rozumiejąc. Kilka razy pomyliła się i spłonęła gorącym rumieńcem, jednak zachęcający, ciepły uśmiech Ruprechta dodawał jej otuchy.
Świeżo poślubiona para udała się do przybytku nieopodal kaplicy na huczne weselisko. Podano najwspanialsze potrawy, od których biła mocna, korzenna woń. Na samym środku stołu leżało pieczone prosię, a srebrna zastawa dzwoniła przy każdym użyciu. Palące się w rogach komnaty i na wielkim żyrandolu świece dodawały wspaniałego, niemalże mistycznego nastroju.
Alena siedziała po prawicy swego męża, przyglądając się twarzom zebranych. Nie znała nikogo, lecz starała się zachowywać godnie i uśmiechała się, choć w środku krzyczała z rozpaczy.
Mąż okazał się być człowiekiem miłym i opiekuńczym. Mówił do niej po polsku, a Alena powoli zaczynała go rozumieć. Odpowiadała mu w swoim języku i choć wyglądało to śmiesznie, dogadywali się.
Andrzej, najmłodszy z całego towarzystwa, siedział niedaleko matki, bawiąc się kawałkiem kurczaka. Obok niego siostry, Iwanka i Ewa, które próbowały go karmić, dalej Henryk i Adam. Ruprecht dbał o to, by kielich jego żony był zawsze pełny i wybierał jej co smakowitsze kąski.
- Chcę być dla ciebie dobrym mężem – powiedział jej na ucho. W jego głosie słychać było czułość.
- Dziękuję – odparła i zmusiła się do uśmiechu.
Biesiada trwała do białego rana. Po wypiciu litrów wina i zjedzeniu większości potraw goście udali się na zasłużony spoczynek w specjalnie przeznaczonym do tego budynku biesiadnym, zaś Alena i Ruprecht zamknęli za sobą drzwi sypialni.
Dziewczyna była przerażona. Wiedziała, że teraz będzie zmuszona wypełniać małżeński obowiązek, czy tego chciała, czy nie. Szybko przekonała się jednak, że Ruprecht jest osobą delikatną i subtelną.
Powoli rozwiązał rzemyki przytrzymujące jej suknię. Opadła z niej gładko, odsłaniając niewielkie piersi i kształtne biodra. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Jesteś piękna – wyszeptał, zanurzając twarz w jej pachnących rumiankiem włosach. - Nie chcę cię skrzywdzić.
Alena popatrzyła mu prosto w oczy. W jego źrenicach igrał uśmiech.
- Czy pozwolisz mi się kochać? - zapytał. Dziewczyna była zaskoczona. Z tego, co wiedziała, podczas nocy poślubnej mąż nie pytał swojej żony o to, czy może ją posiąść, po prostu to robił. Zdarzało się też, że robił to jego pan, korzystając z prawa pierwszej nocy.
Powoli pokiwała głową. Ruprecht szybko zdjął z siebie szatę i położył Alenę na wyściełanym atłasem łożu.
Całował jej twarz, brzuch, piersi... Choć z początku Alena czuła obrzydzenie, z czasem pieszczoty Ruprechta zaczęły sprawiać jej przyjemność. Postanowiła nie myśleć o Marcinie, a oddać się mężowi i pozwolić, by to on przejął kontrolę.
Obudziły ją pierwsze blaski wrześniowego słońca. Przetarła sen z oczu i spojrzała na leżącego obok nagiego męża.
W świetle dnia jego ciało prezentowało się wspaniale. Umięśniony, wysoki, proporcjonalnie zbudowany... Na wspomnienie minionej nocy Alena uśmiechnęła się pod nosem.
Była zdumiona własnym podejściem. Chociaż jej serce rozpaczliwie wołało za Marcinem, czuła, że jest w stanie pokochać Ruprechta. Był wspaniałym i dobrym człowiekiem; zgodził się zaakceptować Andrzeja i wychować go jak swego, a rodzeństwu Aleny zapewnił naukę czytania i pisania. Dziewczyna wiedziała, że przy jego boku będzie szczęśliwa.
Mimowolnie przejechała palcami po jego gibkich plecach. Ruprecht zamruczał sennie i odwrócił się w jej stronę, powoli otwierając oczy.
- Dzień dobry – powiedział. - Pięknie wyglądasz o poranku.
To mówiąc, złożył na jej czole czuły pocałunek.
Alena pozwoliła, by jego dłonie ponownie zaczęły błądzić po jej nagiej skórze. Jego dotyk sprawiał jej przyjemność; było w nim coś elektryzującego, a jednocześnie tajemniczego.
W noc poślubną przekonała się, że Ruprecht był doskonałym kochankiem. Nie był samolubny w miłości, wręcz przeciwnie – koncentrował się głównie na tym, by to Alena czerpała z ich aktu jak największą rozkosz.
Wpił się w jej usta. Poczuła, jak jego język prosi o pozwolenie na wejście głębiej, toteż rozchyliła wargi i zarzuciła mu ręce na szyję.
Ruprecht uśmiechnął się przez pocałunek i powiódł palcami po jej szyi.
- Będziesz ze mną szczęśliwa, najdroższa – wyszeptał. Jego gorący oddech palił jej skórę. - Nie pozwolę ci już więcej cierpieć.